Opowieść o dwóch posiłkach





Czytaj dalej

INULINA dobra na wszystko

Ostatnio słuchając jednym uchem telewizji usłyszałam „inulina”. Ciekawe słowo, przykuło moją uwagę i wymusiło natychmiastowy research w czeluściach Internetu.


Co z tego wynikło? Od dziś włączam jedną łyżkę tego magicznego, białego proszku do swojej diety.

INULINA to naturalny prebiotyk i błonnik rozpuszczalny. Stymuluje ona rozmnażanie pożytecznych bakterii w jelitach, dzięki czemu organizm funkcjonuje na najwyższym poziomie.

Naturalnie występuje w warzywach takich jak np. cykoria, czosnek, karczochy, owocach (bananach) i niektórych zbożach.



Jest świetnym pomysłem na zmniejszenie kaloryczności potraw. Dzięki swojej konsystencji świetnie sprawdzi się jako zamiennik mąki. Natomiast dzięki słodkawemu posmakowi sprawdzi się też jako alternatywa dla cukru.

Należy pamiętać, żeby nie przeholować. Dziennie można spożywać max 2 łyżki. Większa dawka zagwarantuje posiedzenia na tronie. ;)

Zalety Inuliny :
- obniża kaloryczność posiłków (świetny zamiennik mąki)
- wspomaga rozwój korzystnej mikroflory jelitowej
- wspomaga układ odpornościowy
- reguluje wypróżnianie
- obniża poziom cholesterolu
- zmniejsza stężenie glukozy we krwi
- hamuje łaknienie
- zwiększa uczucie sytości
- alternatywa dla cukru




Czytaj dalej

Co, gdzie, ile pić? Czyli o wodzie słów kilka.

Czujesz suchość w ustach? 
Nie możesz się skoncentrować? 
Skóra łuszczy się jak u węża? 
Jesteś wiecznie śpiąca/y? 
Prawdopodobnie pijesz za mało wody.

Od zamierzchłych czasów zewsząd bombardują nas informacją o tym, że WODĘ NIEGAZOWANĄ pić należy. A to dlatego, że niezbędna jest ona do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. To prawda.

Ciało człowieka to głównie woda. Gdy za mało pijesz masz suchą skórę (i żaden krem tu FIGĘ pomoże), łamliwe paznokcie i włosy, brak chęci do życia, niski metabolizm, itd. itd.

Ale czy każdy ma w sobie tyle samo tego H2O? Nie. Z racji tego, że ciało kobiety zawiera więcej tłuszczu niż mężczyzny, zawiera jej o ok. 10% mniej. Ale i co z tego. PIĆ POWINIEN KAŻDY.

Ile pić? Oczywiście jest to kwestia indywidualna. Zapotrzebowanie osoby w wieku 20 lat, zamieszkującej pewną wyspę grecką, nie uprawiającej żadnego sportu jest inne niż osoby w wieku 20 lat uprawiającej zawodowo kolarstwo, mieszkającej w Polsce. Dziwne porównanie? Wiem. :)

www.naturhouse-polska.pl
Podsumowując powyższy wywód: zapotrzebowanie na wodę zależy m.in. od: wieku, masy ciała, intensywności i rodzaju wysiłku fizycznego, wilgotności powietrza i temperatury otoczenia.

Minimum jakie każdy osobnik rasy ludzkiej powinien spożyć w ciągu dnia to 1 ml/1 kcal pożywienia. Wzór ten u osób trenujących wygląda nieco inaczej: 2 ml/1 kcal. Ma to związek z większą utratą wody wraz z potem podczas treningu.

I tu ciekawostka. Wiadomo, że odwadnianie podczas wysiłku fizycznego obniża wydolność i co za tym idzie skuteczność. Co więc zrobić, żeby zahamować potok potu w trakcie treningu? Dostarczyć do organizmu wcześniej trochę soli. Zatrzymuje ona wspomnianą wodę w ciele i zapobiega nadmiernemu poceniu. Ale bez przesady... To ciekawostka na sytuacje kryzysowe – raz na jakiś czas. Sól to biała kosa i nie działa w nadmiarze dobrze na nasz organizm.

Teraz ściągawka dla osób trenujących.

Co pić w trakcie treningu w zależności od jego długości i intensywności:
  • ćwiczenia <30 min – nawadnianie niekonieczne, ewentualnie woda
  • ćwiczenia <1 h o małej/umiarkowanej intensywności – nawadnianie KONIECZNE (woda)
  • ćwiczenia >1 h o umiarkowanej intensywności – nawadnianie KONIECZNE (napoje hipo/izotoniczne)
  • ćwiczenia >1 h o wysokiej intensywności – nawadnianie KONIECZNE (napoje hipo/izotoniczne zawierające polimery glukozy)
źródło: kobieta.wp.pl

Zapewne części z Was teraz rodzi się w głowie pytanie: czym się różni ten HIPO od IZO? Napoje hipotoniczne zawierają glukozę i sód o mniejszym stężeniu niż płyny ustrojowe. Dzięki temu wchłaniają się szybciej od wody i nawadniają ciało expresowo. W izotonikach natomiast stężenie to jest takie samo – wchłaniają się w takim samym czasie co woda.


Podsumowując ten krótki, ale jakże treściwy wywód:

1. Woda - antidotum na wszystko
2. Pij przynajmniej 1 ml wody mineralnej na 2 kcal przyjmowanego jedzenia (przeciętnie ok. 2 l)
3. Jeśli trenujesz - pij wodę podczas ćwiczeń
4. Trenujesz intensywnie ponad godzinę - sięgnij po izotoniki lub hipotoniki 


Czytaj dalej

Nike Free 5.0 TR Fit 4 Print - moje najlepsze buty treningowe

Po codziennym użytkowaniu z czystym sumieniem mogę w końcu napisać recenzję butów Nike Free 5.0 TR Fit 4 Print.

www.instagram.com/fitwomanpl
Od zawsze jestem fanką tej marki jeśli chodzi o obuwie i każdy nowy model przyprawia mnie o gęsią skórkę. Zachwycają nie tylko wyglądem ale i technologią.

Osobiście jestem zwolenniczką butów sportowych bez amortyzacji, uwielbiam uczucie gołej stopy zarówno podczas treningu siłowego jak i biegania po leśnych dróżkach. Stawy kończyn dolnych są mi miłe i do przebieżek po twardych nawierzchniach asfaltowych i tym podobnych wybieram jednak te amortyzowane. :)

Nike jakiś czas temu „wypuścił” na rynek oprócz jednokolorowych Free także świetne printy, których stałam się posiadaczką. No i co? Zakochałam się od pierwszego przymierzenia.

Podobają mi się wizualnie i według mnie są najlepszym modelem treningowym proponowanym przez producentów obuwia sportowego.

Modele dostępne na www.fitnesstrening.pl

bardzo lekkie – to w nich uwielbiam. To m.in. dzięki cholewce. Jest cieniutką bezszwową siateczką, która zapewnia oddychanie skóry i dłuższe uczucie suchych stóp. Producent pomyślał także o tych, którzy zapodziewają się w miejscach średnio oświetlonych – znaczki firmowe zrobione są z odblaskowego materiału.


Czytałam w komentarzach na fanpage'u, że podczas przymiarki średnio dopasowały się do stopy. W moim przypadku leżą bardzo fajnie i nie ocierają w żadnym z newralgicznych miejsc moich kończyn dolnych, a uwierzcie, że mam z tym w przypadku każdego innego obuwia duuuże problemy.

Nike Free spiszą się zarówno podczas ciężkich treningów siłowych jak i na różnorakich zajęciach fitness (wszystko wiem z autopsji ;) ). To za sprawą technologii NIKE FREE zastosowanej w podeszwie. Pozwala ona na naturalny, swobodny ruch stopy oraz z czasem wzmocnienie jej mięśni.

Wkładka wymienna, wykonana z fajnego materiału odprowadzającego wilgoć.

Polecam! Warto w nie zainwestować.


Skoro na pierwszej fotce są także legginsy i stanik, napiszę też słów kilka na ich temat. :)

Legginsy NIKE LEGEND 2.0 TIGER TIGHT PANT

Szczerze napiszę, że do tej pory byłam bardziej przekonana do legginsów z kolekcji konkurencyjnego Adidasa i MPG.
NIKE LEGEND bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Są wykonane z materiału, który podkreśla to co powinien podkreślić. ;) Print super. Wydaje mi się najfajniejszy z obecnie dostępnych (granatowy i czerwony). A, że jestem zwolenniczką ciekawego ubioru treningowego, dla mnie jest idealny. :) Babcia mnie skwitowała: „O. Zebra przyszła”. Ale faktycznie przypominając sobie zebereki z mięsistym, krągłym tyłeczkiem śmigające po safari i spoglądając w lustro podczas robienia wykroków – widzę podobieństwo (mimo, że do samego mięsa jeszcze mi kawałek). :D


NIKE PRO CLASSIC BRA

Stanik Nike? Kolejny w mojej Najkowej kolekcji. Do tej pory wybierałam te z szerokim pasem pod biustem bo moje większe do pewnego momentu piersi potrzebowały dużego wsparcia. Niestety i stety, centymetry poleciały mi nie tylko z tyłka ale także z piersi (taki mamy klimat) i powyższy stanik nie mógł trafić do mnie w lepszym momencie. Może i spłaszcza trochę moje i tak już niewielkie atuty ale trzyma świetnie i nie potrzebny pod spód normalny stanik. Burpees i inne dynamiczne ćwiczenia w nim mnie nie przerażają. Grawitacja mi nie straszna. ;)
Kolor? Bez wątpienia rzucający się w oczy.. Świetnie prezentuje się pod czarną bokserką z głębszym dekoltem. A, że pasuje do butów z takimi samymi sznurówkami – nie trzeba wspominać.

Mieć takie ciuchy i nie ćwiczyć? 
No proszę Was... 
Aż chce się wstać codziennie o 7 rano, 
wsadzić tyłek na rower i jechać na zaje*isty trening. +100 do siły!

I na koniec jeszcze linki do produktów:
legginsy → http://tiny.pl/q6mbp
top → http://tiny.pl/q6mb4



www.instagram.com/fitwomanpl



Czytaj dalej

Czas na SMOOTHIES!

Dziś kilka przepisów na pyszne SMOOTHIES.

Każdy wie czym są, nie każdy wie, że są idealnym rozwiązaniem przy nagłych zachciankach na nieodpowiednie produkty (E) spożywcze. J

Blender mam od dwóch, trzech lat. Co prawda średniej klasy, wzięty za punkty z pewnego supermarketu, ale robotę swoją robi! ;)

Smoothies można przyrządzać zarówno z owoców jak i warzyw. Ja jednak preferuję te pierwsze. Tak wiem, fruktoza itp. ale wszystkiego sobie odmawiać NIE MOŻNA. Żyje się raz, a jeśli życie to jest prowadzone w sposób aktywny, kto mi zabroni? J

Hmm Nie wiem czemu dopiero w tym roku wzięłam tyłek w garść i zaczęłam robić te mega koktajle. Zaczęłam i teraz skończyć nie mogę.

Bazą każdego koktajlu są świeże owoce i jogurt. Do potreningowych smoothies dodaję dodatkowo miarkę białka.

POMYSŁY NA EKSPRESOWE SMOOTHIE WG ASI:
1.


Jogurt naturalny
Banan
Szpinak
Brzoskwinia

2.

Jogurt naturalny
Banan
Brzoskwinia
Mango
3.

 Jogurt naturalny
Banan
Nektarynka
Borówki Amerykańskie

4.

Jogurt
Mleko
Banan
Mango
Miarka białka

5.

Jogurt
Mleko
Banan
Mango
Avokado
Borówki Amerykańskie

6.


 Jogurt
Banan
Brzoskwinia
Maliny
Miarka białka

Są mega sycące i zaspokoją zachcianki największego łakomczucha.


Poniżej jeszcze kilka innych pysznych pomysłów:

1. Woda
Szpinak
Brzoskwinia

 2.
Jogurt
Brzoskwinia
Cynamon
 3.
Jogurt
Truskawki
Banan
Płatki owsiane
Migdały




Smacznego
Asia :)


Czytaj dalej

"6 FILARÓW POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI" N. Branden - recenzja

Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy jak ważnym jest poczucie własnej wartości. I nie chodzi tu wcale o jej zbyt wysoki poziom - taki nie istnieje! To co napędza nas do działania, pozwala stawiać przed sobą ambitne cele i realizować je, to właśnie samoocena, czyli  stopień zaufania i miłości do samego siebie.



Wiem z autopsji, że bez wcześniejszego pokochania swojego ciała i umysłu, nie ma mowy o szczęśliwym życiu, o dotrzymaniu nowego postanowienia i odniesieniu sukcesu. Osobom, którym trudno o samoakceptację i ruszenie „z kopyta” do przodu polecam doczytanie wpisu do końca.

Ostatnimi czasy lubuję się w lekturze książek o tematyce psychologicznej, napędzających człowieka do działania. Przerobiłam już kilka świetnych pozycji Dale'a Carnegie'a, jestem w trakcie „Zasad Canfielda”. Teraz w ręce wpadła mi książka Nathaniel'a Branden'a „6 filarów poczucia własnej wartości”. Chciałam ją teraz pokrótce opisać i polecić każdemu, kto chce w swoim życiu coś zmienić.
Uważam, że to świetna pozycja dla osób, które dopiero startują w „samoulepszaniu” i zmianach, które wcześniej nie sięgały po inne książki o podobnej tematyce, ponieważ jest świetnym starterem, abecadłem w kształtowaniu własnej osobowości.

Szczerze mówiąc nie myślałam, że psycholog może napisać tak przyjemną w czytaniu, zrozumiałą książkę (tu ukłony również w stronę tłumaczki).
Pozycja składa się z 321 stron, III części,  18 niedługich rozdziałów. Nie należy zniechęcać się ilością kartek, ponieważ „idą” w trakcie czytania jak woda! :)


                                                            Przejdźmy do treści. 

Większość ludzi nie potrafi docenić własnych sił, przekuć zdobytą wiedzę w działanie. Popadamy w stagnację powtarzając ubite schematy każdego dnia. Nie chcemy wyjść ze strefy komfortu. A to największy błąd. Aby coś osiągnąć musimy poznać i zaakceptować nowe środowisko i nierzadko upadki, które w końcu doprowadzą do sukcesu. Książka N. Branden’a jest wezwaniem do działania, do zaakceptowania JA a zaprzestania jego zaniedbywania i odrzucania.

Książka odpowie na pytania, takie jak:
- Czym jest samoocena?
- Dlaczego jest tak ważna?
- Jak podnieść jej poziom?
- Jaki wpływ ma na nią nasze otoczenie?

Tak jak podkreślił sam autor „6 filarów…” jest dla każdego, kto chce zmienić coś w swoim życiu na każdej płaszczyźnie i na każdym etapie. 
Każdy z nas ma ogromny wpływ na poziom samooceny,  każdy może podjąć konkretne działania, które podniosą jej poziom. Wystarczy poznać jej składowe, które Branden szczegółowo opisuje. Są to:
- świadome życie
- samoakceptacja
- odpowiedzialności za siebie
- asertywność
- życie celowe
- integralność osobista.
Poznanie ich od podszewki otwiera drzwi do porzucenia stagnacji w życiu.

Co ciekawe, autor nie koncentruje się na samej teorii. Swoje słowa popiera dużą ilością przykładów ze swojej praktyki zawodowej. Każdy znajdzie historię przypominającą jego życie, lub jego pewien etap. Na pewno nakręci Cię to do zmian i działania! :)
Oprócz ciekawych przypadków innych ludzi w książce znajdują się proste ćwiczenia, które z dnia na dzień przynoszą efekty.

Osobiście podoba mi się wyodrębnianie z tekstu najważniejszych myśli. Nie trzeba więc zaznaczać ich zakreślaczem, co czynię w innych książkach z których warto coś zapamiętać. Otwierasz książkę i masz na tacy najważniejszą myśl.
Pozycja podczas czytania zmusza do chwili refleksji, nie da się jej przeczytać jednym tchem. Trzeba zrobić co jakiś czas pauzę i odnieść treść do swojego życia.

CHCESZ RUSZYĆ Z MIEJSCA? ODNIEŚĆ W KOŃCU SUKCES? DOTRZYMAĆ POSTANOWIENIA? 
► PRZECZYTAJ! 

Polecam
Asia :)



Czytaj dalej

TĘCZOWY KOKTAJL na upalne letnie dni ;)

Szperając w bogatych zasobach Internetu natknęłam się na świetny koktajl, który uprzyjemni każdy gorący dzień lata (mam nadzieję, że takie jeszcze nastąpią ;) ). Nie dość, że smakuje niebiańsko gdy przechodzisz z jednego poziomu na drugi, który pobudza inne kubki smakowe, to jeszcze wygląda!

Źródło: http://kitchensanctuary.com/2014/06/23/rainbow-smoothies/

TĘCZOWY KOKTAJL! (2 x 330ml)

Składniki:
Warstwa 1:
130g kruszonego lodu
2 małe banany
10 migdałów
50ml mleka

Warstwa 2:
50 g pokruszonego lodu
2 daktyle
75g szpinaku

Warstwa 3:
80g kruszonego lodu
70g jagód
50ml wody

Warstwa 4:
80g kruszonego lodu
80g truskawek
50ml mleka

Przygotowanie:
Blendujemy składniki pierwszej warstwy na gładką masę, wlewamy do szklanek i wkładamy na 10 min. do zamrażarki. W tym czasie blendujemy składniki drugiej warstwy i po opływie tego czasu nakładamy delikatnie na warstwę pierwszą. Czynności powtarzamy aż do wyłożenia ostatniej warstwy po której ponownie wkładamy koktajl na kilka minut do zamrażarki.

SMACZNEGO!
Czytaj dalej

Bezkarne Słodkości cz. 1

Kto nie obiecywał sobie choć raz "DEFINITYWNIE KONIEC ZE SŁODYCZAMI"? Zapewne większość z czytających. W tym i ja. 

Miliony prób w końcu doprowadziły mnie do SUKCESU. Od 18 października 2013 roku nie tknęłam nic słodkiego. Co jakiś czas pozwalam sobie jednak na "słodyczowe" zamienniki. M.in. poniższy deser. :)

Bo nie ważne ile razy upadasz, ważne, że się podnosisz. ;) 


Słodyczomaniacy wiedzą, że wytrzymanie jednego dnia bez cukru prostego jest bardzo trudne. To ciężki nałóg dla mnie porównywalnyz z uzależnieniem od papierosów czy alkoholu.

W ratunku przychodzę Ja, z hiper super przepisem na słodziutką, bezkarną chwilę zapomnienia. Aż trudno uwierzyć, że w tym deserku nie ma grama dodatkowego cukru, a w zamian jest mnóstwo białka.

Składniki:
- 2 łyżki żelatyny
- 50 ml wody
- 100 ml mleka 0,5%
- 30 g izolatu białka

Do dekoracji
- sos truskawkowy 0 kcal (takie rzeczy!)
- truskawka


Wykonanie:
1. Żelatynę rozpuścić we wrzącej wodzie.
2. Dodać mleko i izolat.
3. Dokładnie wymieszać.
4. Włożyć na godzinę do lodówki.

SMACZNEGO!

Już niedługo kolejny odchudzony przepis na COŚ SŁODKIEGO.

Czytaj dalej